S

Sokół z masłem orzechowym

Artykuł o filmie na blogu podróżniczym? Nie może być! Łamiąc wszelkie zasady przyjęte na stronach poświęconych podróżom, postanowiłem napisać tekst o filmie, który odkryłem przypadkiem i który bardzo chciałbym wam polecić. W końcu „Mapa bezdroży” to nietypowy blog podróżniczy, a „Sokół” to film z drogą w tle.

Zak ma dwadzieścia dwa lata i siłę, jakiej mógłby mu pozazdrościć niejeden sportowiec. W wolnych chwilach – a jest ich całkiem sporo – ogląda kasety wideo z walkami wrestlingu; chce być jak jeden z ich bohaterów – Zakapior z Salt Lake. Niestety Zak nie może spełnić swoich marzeń – ma zespół Downa i mieszka w domu opieki społecznej. Chłopakiem zajmuje się Eleanor – darząca go przyjaźnią młoda wolontariuszka. Mimo dobrej opieki i gotowej przychylić mu nieba dziewczyny, Zak źle czuje się w zamknięciu i gdy tylko nadarza się okazja, ucieka. Tuż po opuszczeniu ośrodka trafia na Taylora – mężczyznę na zakręcie, który zadarł z bandziorami i musi porzucić dotychczasowe życie. Od tej pory Zak i Taylor – dwóch uciekinierów – ramie w ramię ruszają na spotkanie przygody. Ich śladem podąża Eleanor, która musi odnaleźć uciekiniera.

Brzmi groteskowo? Nic dziwnego. Reżyserzy „Sokoła z masłem orzechowym” stworzyli opowieść z pogranicza dramatu i komedii, w której niewinny humor miesza się z gorzką ironią życia – na szczęście i na olbrzymi plus dla filmu – w sposób tak wyważony, że reżyserów nie można posądzić o przypadek. Poziom groteski w każdej minucie jest odpowiedni. Ten film po prostu ma taki być.

Gdyby Mark Twain żył w XXI wieku i zamiast pisać książki kręciłby filmy, „Sokół z masłem orzechowym” byłby jednym z nich.

„Sokół” to już drugi „film o życiu”, w którym w główną rolę gra aktor znany z filmów o superbohaterach (pierwszym byli „Obdarowani”, w których Chris Evans – Kapitan Ameryka – wcielił się w rolę wujka opiekującego się uzdolnwną siostrzenicą; w „Sokole” rolę Tylera gra Shia LaBeouf, który do tej pory dał się poznać jako bohater serii „Transformers”). To spory kontrast dla topiących serca dialogów, scen pełnych bliskości i rodzącej się z przyjaźni. A tych w „Sokole” nie brakuje.

Gdyby Mark Twain żył w XXI wieku i zamiast pisać książki kręciłby filmy, „Sokół z masłem orzechowym” byłby jednym z nich. Akcja filmu rozgrywa się gdzieś na południowym-wschodzie USA, blisko Florydy. Przypominająca zawodzenie włóczęgów z czasów Tomka Sawyera ścieżka dźwiękowa potęguje klimat „głębokich” stanów. Rozległe bagna, estuaria, krokodyle i rosnące wśród traw palmy to krajobraz, który towarzyszy nam przez cały film.

„Sokół” to klasyczne kino drogi; bohaterowie w czasie podróży przeżywają przygody, o których będą opowiadać przez wiele lat – jak Huck Finn pływają na tratwie, strzelają ze śrutówki, raz nawet ledwo uchodzą z życiem. Trochę jakbyśmy czytali klasyczną książkę przygodową z końca XIX wieku ale ukraszoną współczesną farsą. Dobrzy i źli bohaterowie, szlachetne ale dręczone przeszłością serca… Muszę przyznać, że tęskniłem za takim kinem.

Oglądając „Sokoła” można odnieść wrażenie, że życie pełne przygód, braku ograniczeń i w bliskości z naturą jest najbardziej pociągające.

Film jest pełen archetypów; braterstwo, walka z demonami przeszłości, motyw mistrza i ucznia, męska inicjacja, nadanie nowego imienia, uśmiercenie starego i narodziny nowego „ja”. Choć każdy z tych elementów jest ważny, w „Sokole” szczególne miejsce zajmuje wzorzec ojca. Ucieczka Zaka to jego powtórne narodziny. Chłopak żył do tej pory w zamknięciu, odrzucony przez rodzinę, nazwany przez trenera upośledzonym; opuszcza ośrodek prawie nagi – duchowo i fizycznie. Biegnie przez miasteczko w przypominających pieluchę białych slipach, jest szczęśliwy ale też zdezorientowany – widać, że jeśli za chwilę nie trafi na kogoś, kto dalej go poprowadzi, zostanie złapany. I wtedy pojawia się dręczony przeszłością Taylor, który jeszcze kilka godzin wcześniej prowadził życie ponad prawem. Dla niego spotkanie z Zakiem jest szansą na odkupienie win. Mężczyzna, jak ojciec, uczy chłopca strzelać, urządza walkę wrestlingu w hełmcach wydrążonych z arbuza i – przede wszystkim – daje mu do zrozumienia, że jest ważny i kompletny.

W „Sokole” wszystko jest brudne i lepkie, podobnie jak zabłocone i przepocone ciała bohaterów, dla których deszczówka i słona woda z zatoki są jedyną szansą na pozbycie się z soku z arbuza i orzechowego masła. A jednak, oglądając „Sokoła” można odnieść wrażenie, że życie pełne przygód, braku ograniczeń i w bliskości z naturą jest najbardziej pociągające. Zaskakujące jest to, że Zak do przeciśnięcia się przez kraty w domu opieki społecznej używa mydła. Zupełnie jakby chciał „zmyć” resztki bezpiecznego ale jednak pełnego ograniczeń życia; używa mydła, by raz na zawsze pożegnać „sterylną” niewolę i powitać „niehigieniczną” wolność.

Wyjątkiem jest Eleanor, która mimo upału i niekomfortowych warunków zawsze jest świeża i czysta. I właśnie taka wkracza do świata Zaka i Taylora, którzy do momentu jej pojawienia się bardziej przypominają chłopców niż mężczyzn. Z nią wszystko jest kompletne. Tworzy się rodzina.

Filmy drogi to jeden z moich ulubionych rodzajów kina. Zawsze podobał mi się proces, jakiemu podlegają ich bohaterowie. Tureckie przysłowie mówi, że…

Aby poznać człowieka, trzeba zostać jego towarzyszem podróży.

Przysłowie tureckie

Właśnie taki proces zachodzi w filmach (i książkach) z drogą w tle. „Wszystko za życie”, „Prosta historia”, „Władca pierścieni”… Obserwując, jak zmieniają się bohaterowie tych opowieści, sami stajemy się ich częścią. A jeszcze lepiej, gdy niektóre wątki możemy z nich „wyjąć” i „włożyć” do niedomkniętych „szuflad” życia. Uwielbiam takie momenty.

„Sokół z masłem orzechowym” to film, który mogę polecić w ciemno nawet tym, którzy w dzieciństwie nie zachwycali się klasyką Marka Twaina. Jestem pewien, że opowieść o przygodach Zaka, Taylora i Eleanor obudzi w was empatię, rozbawi i poruszy. To idealny film na koniec 2020 roku. Jeśli droga może być synonimem życia, życzę każdej i każdemu z was (sobie również) takich zmian, jakich doświadczyli bohaterowie „Sokoła”. Oby w waszym (naszym) życiu zawsze był ktoś, kto odda nam swoje „wszystkie urodzinowe życzenia”.

Zdjęcie główne: materiały dystrybutora

KategorieStyl życia
Piotr Kosiarski

Kiedyś pracowałem jako pilot wycieczek, dziś jestem dziennikarzem, a moją największą pasją jest podróżowanie. To ono sprawia mi frajdę i mobilizuje do pisania. Uważam, że rzeczy materialne starzeją się i tracą na wartości, a radość z podróżowania jest ponadczasowa i bezcenna. Moim ulubionym kierunkiem jest północ, a dokładniej wszystko „w górę” od pięćdziesiątego równoleżnika. Od miast wolę naturę, najlepiej oglądaną z okna pociągu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *