Inspiracje Ukraina

Wybierasz się na Ukrainę? Najpierw zobacz "Obywatela Jonesa"

Kilka razy byłem świadkiem rozmów, w czasie których moi znajomi mówili: "Chodźcie, pojedziemy się tanio zabawić na Ukrainę". Teraz bardzo wyraźnie widzę, że takie pomysły są nie na miejscu.

Wielki głód na Ukrainie, nazywany też hołodomorem, to historia mrożąca krew w żyłach. Warto ją poznać przed udaniem się na Wschód.

Kilka lat temu Ukraina stała się kierunkiem często wybieranym przez polskich turystów; wygodna autostrada do samej granicy znacznie ułatwia dotarcie do naszego południowo-wschodniego sąsiada. Polacy najchętniej odwiedzają Lwów, do którego przyciąga historyczny sentyment i… niskie ceny. Chociaż nigdy nie miałem z nimi kłopotu, po obejrzeniu „Obywatela Jonesa” i zastanowieniu się nad obecną relacją Ukrainy z Rosją mam inne podejście do „korzystania” z niskiego kursu hrywny.

Jeżdżąc na Ukrainę, wykorzystywałem fakt panujących tam niskich cen.

Nie ukrywam, że w ostatnich latach kilka razy odwiedziłem Ukrainę. Przyciągał mnie na nią historyczny i sentymentalny magnetyzm Lwowa – miasta, które bardzo mi się podoba. Jeżdżąc na Ukrainę, wykorzystywałem jednak fakt panujących tam niskich cen i z wyjątkiem relacji polsko-ukraińskich w ogóle nie interesowałem się historią tego kraju. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że państwo to w XX wieku było wielokrotnie wykorzystywane przez wschodniego sąsiada, a wielu jego mieszkańców zmarło w tragicznych okolicznościach. O jednym z takich wydarzeń opowiada najnowszy film Agnieszki Holland.

Gareth Jones jest brytyjskim dziennikarzem, o którym robi się głośno, gdy przeprowadza wywiad z Hitlerem. Choć dyktator nie ukrywa, że planuje zdobyć Europę, brytyjska opinia publiczna podchodzi do informacji zdobytych przez Jonesa z dystansem. Dziennikarz, próbując odbudować zaufanie, postanawia wyjechać do Związku Radzieckiego i obnażyć źródło finansowania militarnych i gospodarczych ambicji Stalina. Gdy Jones przyjeżdża do Moskwy, szybko odkrywa, że sowiecka rzeczywistość niewiele ma wspólnego z propagandą docierającą na Zachód. Dziennikarzom nie wolno opuszczać stolicy, a niewygodni dla reżimu goście hotelu Metropol giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Mimo niebezpieczeństwa, mężczyzna podstępem opuszcza Moskwę i wyrusza na Ukrainę. W miarę jak dalekobieżny pociąg zmierza na południe, zimowy krajobraz za oknami staje się coraz bardziej opustoszały i surowy. Na jednej ze stacji Jones wymyka się pilnującemu go urzędnikowi i wsiada do zwykłego pociągu, którym podróżują Ukraińcy. W brudnym, zimnym i pełnym milczących ludzi wagonie dziennikarz zaczyna się domyślać, że współpasażerowie od wielu dni nie mieli w ustach nic do jedzenia. Gdy mężczyzna wysiada, widzi na peronie zamarznięte zwłoki ludzi, którzy zmarli z głodu. Tragizm jest tym większy, że nieopodal tony zboża ładowane są na ciężarówki i wywożone do Rosji. Jones rozpoczyna kilkutygodniową wędrówkę, która ukazuje największą tragedię, jaka dotknęła Ukrainę. Obecne w filmie sceny śmierci, cierpienia i kanibalizmu to przerażające świadectwo tego, do czego może doprowadzić totalitaryzm.

Obecna Rosja to spadkobierczyni Związku Radzieckiego i chociaż żyją w niej wspaniali ludzie, władze grają w tę samą grę.

Obejrzenie „Obywatela Jonesa” dało mi do myślenia. Jak to możliwe, że w państwie, w którym dominują czarnoziemy (najbardziej żyzne i płodne gleby), kilka milionów ludzi (od 6 do 10 milionów, w zależności od źródeł) zmarło z głodu? Odpowiedź na to pytanie pojawia się, gdy Jones dociera do miejscowości, w której tłum głodujących próbuje zdobyć trochę żywności; na budynku obok namalowany jest olbrzymi propagandowy mural przedstawiający dumnego Stalina, trzymającego w rękach snopy ukraińskiego zboża. Sowiecki dyktator lubił je nazywać „złotem Ukrainy”.

Fakt, że tak wielu obywateli najbardziej żyznego kraju Europy zostało zagłodzonych na śmierć, nie jest jedynym przypadkiem wykorzystywania Ukrainy przez silniejszego sąsiada. Obecna Rosja to spadkobierczyni Związku Radzieckiego i chociaż żyją w niej wspaniali ludzie, władze grają w tę samą grę. Wystarczy spojrzeć na Gruzję i Ukrainę. Kreml zdaje się zazdrosny o państwa, które kiedyś pozostawały pod jego wpływem, a dziś chcą podążać własną ścieżką. Krwawe tłumienie protestów w Kijowie i aneksja Krymu to tylko niektóre przykłady agresywnej polityki Rosji. O pomstę do nieba woła to, że bogata w surowce wschodnia Ukraina wciąż jest eksploatowana, a kolejne nitki gazociągu Nord Stream ją omijają. To paradoks, bo właśnie we wschodnich obwodach Ukrainy wielki głód wyrządził największe spustoszenie, a mimo to ich mieszkańcy są najbardziej „prorosyjscy”.

Bliskie sąsiedztwo Rosji negatywnie wpływa na Ukrainę, podobnie jak na inne byłe republiki ZSRR i państwa satelickie. Destabilizacja, słabszy rozwój, zacofanie – to wspólne cechy wszystkich krajów, które przez dłuższy czas pozostawały pod wpływem Związku Radzieckiego. I chociaż obecny kurs hrywny niewiele ma wspólnego z wielkim głodem, jest on konsekwencją sytuacji gospodarczej i społecznej, do jakiej doprowadziła Ukrainę Rosja. Warto o tym pamiętać.

W niektórych krajach naprawdę można żyć „na bogato”, wydając zaledwie kilkanaście euro. Należą do nich między innymi byłe republiki ZSRR oraz znajdujące się pod jego wpływem państwa satelickie.

Gdy myślę o ludziach pozbawionych jedzenia, owocu ich pracy, nie potrafię znaleźć żadnego usprawiedliwienia dla działań Związku Radzieckiego; cena sprawowania władzy w tym totalitarnym systemie była zbyt wysoka. Dobrobyt jednych nie może być wymuszany kosztem drugich, a właśnie na tym – wbrew wszelkim deklaracjom – opierał się system rozwijany przez Stalina. W „Obywatelu Jonesie” wyraźnie widać, czym kończą się próby usprawiedliwiania tak zwanych koniecznych ofiar w imię „większego dobra” – to jedna z głównych sił wprawiających w ruch machinę radzieckiego socjalizmu i motywujących podporządkowanych jej ludzi.

Kilka razy byłem świadkiem rozmów, w czasie których moi znajomi mówili: „Chodźcie, pojedziemy się tanio zabawić na Ukrainę”. Teraz bardzo wyraźnie widzę, że takie pomysły są nie na miejscu. Powinniśmy być na tym punkcie wrażliwi tym bardziej, jeśli denerwują nas tłumy głośno zachowujących się gości z Wielkiej Brytanii, którzy w każdy weekend wypełniają krakowskie puby i Rynek.

Przeczytaj również: Ludzie, którym wyrosły skrzydła

W niektórych krajach naprawdę można żyć „na bogato”, wydając zaledwie kilkanaście euro. Należą do nich między innymi byłe republiki ZSRR oraz znajdujące się pod jego wpływem państwa satelickie. Film Agnieszki Holland uczy między innymi tego, że powinniśmy mieć większy szacunek dla ludzkiej pracy w miejscach, które odwiedzamy, a także znać ich historyczny i polityczny kontekst. To wystarczy, by nie wchodzić w „tryb wyzyskiwacza”, który wykorzystuje swoją, niczym nie zasłużoną pozycję. Nie chodzi oczywiście o to, by teraz przestać jeździć na Ukrainę i wydawać tam pieniądze – każda zostawiona tam hrywna, podobnie jak w Polsce złotówka, napędza koniunkturę. Chodzi tylko (albo aż) o zmianę nastawienia.

„Obywatel Jones” to kolejna po „Kursku” i „Czarnobylu” produkcja obnażająca kłamstwa Związku Radzieckiego, które nie tylko pozostają nierozliczone, ale wciąż są utwierdzane przez Rosję. Liczba filmów i seriali o tej tematyce oraz sukcesy, jakie odnoszą, dają nadzieję, że tragiczne wydarzenia, które miały miejsce w przeszłości, już nigdy się nie powtórzą.

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu DEON.pl | Zdjęcie główne: Rad Pozniakov / Unsplash

0 komentarzy dotyczących “Wybierasz się na Ukrainę? Najpierw zobacz "Obywatela Jonesa"

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s