O człowieku nie świadczy liczba godzin spędzonych w kościele

Nie jest najistotniejsze, czy kogoś oceniamy jako pobożnego czy nie. Ważniejsze jest, czy przynosi owoce – o tym, czy i w jaki sposób „nawracać” innych, mówi Maciej Szczęsny SJ.

Fot. Louis Blythe / Unsplash

 

Piotr Kosiarski: Nasz bliski znajomy nie chodzi do Kościoła i żyje „daleko od Boga”. Co robić?

Maciej Szczęsny SJ: Przede wszystkim trzeba zapytać, czy jest szczęśliwy – by sprowadzić rozmowę z poziomu oceniającego (stereotypowego) na poziom egzystencjalny. Nie jest więc to kwestia tego, czy ktoś żyje „daleko” czy „blisko” Boga, tylko czy żyje w ogóle.

W takiej sytuacji nie chodzi o to, żeby kogoś przekonywać do swego sposobu życia, a jego określać jako puste. Jeśli sam nie zasmakuje różnicy, to żadne dowody mu nie pomogą.

Warto się zastanowić, co ja mogę zrobić, żeby pomóc mu doświadczyć radości i mocy życia z Bogiem. Żeby również on rozsmakował się w tym, co zachwyca mnie.

A jeśli on powie, że „wszystko jest OK”?

Powiedziałby to na własną zgubę. Jeśli sukcesy w pracy i „wyścig szczurów” będą dla niego celem, to nawet nie będzie wiedział, że jest niewolnikiem. Warto mu zwrócić uwagę na różnicę między pomyślnością a spełnieniem się w życiu. Inaczej nie będzie chciał się zmienić. Należałoby go zapytać, co z tego, jeśli będzie miał na swoim koncie sukcesy zawodowe i dyplomy, jeśli nie będą one służyły radości? W efekcie wszystko to, co będzie zdobywał, aby „żyć szczęśliwie”, będzie go unieszczęśliwiać.

Nie jest najistotniejsze, czy kogoś oceniamy jako pobożnego czy nie. Ważniejsze jest, czy przynosi owoce. O człowieku nie świadczy liczba godzin spędzonych w kościele ani liczba przebytych rekolekcji. Pan Jezus swoimi uczniami nazywał ludzi żyjących dla innych, kochających.

Co możemy zrobić, żeby „podzielić się” z innymi naszym doświadczeniem Boga?

To tak jak z jazdą na rowerze. Najpierw sami musimy umieć i lubić jeździć. Wtedy będziemy chcieć dzielić się tą umiejętnością. Ale nie dlatego, żeby było więcej rowerzystów, tylko po to, by przekazać innym to, co jest dla nas ważne. Innymi słowy, najpierw musimy zakochać się w Bogu, aby podzielić się tą miłością z innymi.

Jeśli będziemy mówić ludziom o tym, co powinno być – a nie jest – dla nas ważne, wejdziemy w religijny kicz, w fałsz. Nasz rozmówca poczuje, że „powinien” nam przytaknąć. My będziemy mówić o tym, o czym „powinniśmy” powiedzieć, żeby wyjść na dobrych katolików. Chrześcijano-bajerant wieścił będzie chrześcijano-pozerowi. W ogóle nie spotkamy się z tą osobą.

Uczenie kogoś jazdy na rowerze teoretycznie czy na siłę prowadzi donikąd. Co gorsza kolarz-teoretyk, nie posiadając praktycznego doświadczenia, nie potrafi zdecydowanie powstrzymać uczącego się jeździć, by nie próbował zbyt szybko skręcać czy wykonywać trików, i wypadek gotowy.

A co z wyrzutami sumienia w stylu „powinniśmy głosić, a nie głosimy”?

Chodzi o zupełnie inny kierunek niż samo obwinianie się. Jeśli mamy przyjaciela, którego inni nie lubią, uważają go za smutasa, to namawianie ich, żeby go polubili, nic nie da. Słowa w stylu „chodźcie, koniecznie go poznajcie” uruchomią w słuchaczach mechanizmy obronne i sprawią, że nasz przyjaciel będzie jeszcze bardziej znienawidzony. Zamiast tego powinniśmy sprytnie zaintrygować ich postacią naszego przyjaciela, sprawić, by inni sami się nim zainteresowali. Jeśli opowiemy naszym znajomym o problemie – najlepiej takim, który również ich dotyczy – i damy radosne świadectwo tego, jak Bóg był dla nas w tej trudnej sytuacji wsparciem, sami zechcą poddać się Jego mocy.

A co jeśli tą osobą jest nasza żona, mąż, dziecko?

Kościół nie odrzuca będących dopiero w drodze do poznania Pana Jezusa. Nie oczekuje chrztów na pokaz, żeby ktoś mógł zawrzeć związek małżeński.

Święta Monika, która wyszła za mąż za poganina, żarliwie modliła się o nawrócenie swojego męża i wiodącego hulaszczy tryb życia syna Augustyna. Z serca pragnęła, żeby także jej bliscy odkryli świat, którym ona żyje. W efekcie jej syn również stał się świętym.

Z jednej strony, gdy dzielimy się naszą wiarą z dziećmi, bliskimi, ważne jest, byśmy szanowali ich wolność, aby do niczego ich nie zmuszać. Z drugiej strony powinniśmy pokazać im, jak ważne i piękne jest to, w co wierzymy: „że żyjemy dzięki Panu Bogu”.

Kiedy ojciec pragnie zarazić syna wędkarstwem, to nie przywiązuje mu wędki do ręki, ale pragnie ukazać mu pozytywne emocje związane z przebywaniem na łonie natury.

Dając komuś wolność, podejmujemy ryzyko.

Użycie słowa „ryzyko” sugeruje, że to my mamy rację. Ryzykujemy, że kogoś nie przekabacimy na swoją stronę. A to już się wiąże z wywieraniem presji. Warto szukać bardziej dialogicznych klimatów, by wspólnie dochodzić do ożywczej dla wszystkich nas prawdy.

Jest bardzo cienka granica między wywieraniem nacisku, by ktoś żył tak jak my uważamy za dobre, a wychowaniem – pomocą drugiej osobie, by dojrzała do osobistych dobrych wyborów.

Jest taka historyjka o Abrahamie, który zaprosił na obiad bezdomnego i rozpoczął modlitwę. Gdy jego gość usłyszał słowa modlitwy, zaczął przeklinać Boga. Abraham, nie mogąc tego znieść, wyrzucił go. I wtedy usłyszał głos Boga: „Abrahamie, ja go znoszę już pięćdziesiąt lat, a ty nie mogłeś zjeść z nim jednego posiłku?”.

Przede wszystkim mamy być światłem, płomieniem dla innych. Bóg lubi pociągać jednych ludzi przykładem życia innych. Sami też tak się rozwijaliśmy do tej pory i jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. Zasada ta dotyczy również naszych najbliższych.

***

Maciej Szczęsny SJ – rekolekcjonista. Wstąpił do Towarzystwa Jezusowego w 1987 roku. Studiował filozofie w Krakowie, teologię w Warszawie i teologię pastoralną w Rzymie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1998 roku. Od 2010 roku udziela Ćwiczeń Duchowych w Domu Rekolekcyjnym Księży Jezuitów „Górka” w Zakopanem

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu DEON.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s