Zdjęcia zabitych dzieci mogą ocalić życie?

Czy drastyczne fotografie – usunięte z przestrzeni publicznej, ale wciąż dostępne dla mniejszej grupy osób – mogą stać się argumentem w dyskusji przeciw aborcji?

Fot. Aimee Vogelsang / unsplash.com / CC0 1.0

Spore zainteresowanie wywołał głos dziennikarza Krzysztofa Skórzyńskiego na temat bilbordów, ukazujących porozrywane ciała nienarodzonych dzieci. Dyskusja stała się okazją do wymiany poglądów na temat moralnych podstaw publikowania brutalnych fotografii.

Zdjęcia zmasakrowanych ciał nie powinny znaleźć się w przestrzeni publicznej. Argument, który bardzo mocno uderza w „akcję bilbordową”, to wykorzystywanie zwłok ludzkich i epatowanie przemocą, którą zmuszeni są oglądać wszyscy, także dzieci. Fotografie przedstawiające porozrywane ludzkie szczątki epatują taką samą przemocą, przed jaką chcemy chronić naszych najbliższych. Brutalne zdjęcia z pewnością nie pomagają też rodzicom, którzy zmagają się z syndromem poaborcyjnym, oraz tym, którzy przez poronienie stracili swoje dziecko.

Z drugiej strony, kontakt z okrucieństwem aborcji może stać się okazją do refleksji na temat tego, co faktycznie dzieje się z dzieckiem w czasie przerywania ciąży. Warto zastanowić się, czy drastyczne fotografie – usunięte z przestrzeni publicznej, ale wciąż dostępne dla mniejszej grupy osób – nie mogłyby stać się ważnym argumentem w dyskusji przeciw aborcji.

Czy zdjęcia mogą ocalić życie?

Zgadzam się z argumentami przeciw pokazywaniu zdjęć zabitych dzieci w przestrzeni publicznej; z drugiej strony uważam, że kontrowersyjne fotografie pokazują prawdziwy obraz tego, co dzieje się z nienarodzonymi dziećmi w czasie aborcji.

Aborcja zawsze wiąże się z zabiciem dziecka, często w sposób tak brutalny, że nie jesteśmy sobie w stanie tego wyobrazić. Myślę, że zetknięcie się z okrucieństwem aborcji mogłoby wpłynąć na decyzję rodziców zastanawiających się nad usunięciem ciąży. Oczywiście powinno to nastąpić w odpowiednich warunkach.

Według mnie, fotografie zabitych dzieci powinny wisieć na ścianach każdej kliniki aborcyjnej, a przychodzący tam rodzice winni być uwrażliwiani na to, co dokładnie stanie się z ich dzieckiem, zanim zostanie zabite. Niestety, żadna klinika aborcyjna nie chce odstraszać swoich klientów i próba wprowadzenia takiego rozwiązania byłaby z góry skazana na niepowodzenie. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli zastanawiający się nad przeprowadzeniem aborcji rodzice przyszliby do kliniki, rzetelna i przekazana w odpowiedni sposób – także w formie wizualnej – informacja o tym, co stanie się z dzieckiem, mogłaby wpłynąć na ich decyzję.

Na pewno jesteśmy gotowi na aborcję?

Kontakt z okrucieństwem aborcji może być okazją do odpowiedzenia sobie na pytanie, czy rzeczywiście jesteśmy gotowi na konsekwencje decyzji o przerwaniu ciąży. Jednym ze skutków aborcji jest cierpienie, jakiego musi doświadczyć umierające dziecko; brutalne zdjęcia mogą okazać się skuteczną formą informowania o tym. Decyzja o urodzeniu dziecka może pomóc również rodzicom. Syndrom poaborcyjny to poważny problem i dowód na to, że skutki aborcji dotykają nie tylko zabite dzieci, ale również ich matki, a nawet ojców.

Zdjęcia, które stają się symbolami

W dyskusji na temat kontrowersyjnych fotografii często pojawia się argument, że publikowanie zdjęć ludzkich zwłok – w tym wypadku ciał zabitych w czasie aborcji dzieci – jest w przestrzeni publicznej niedopuszczalne. Znamy jednak przypadki fotografii ukazujących cierpienie ofiar konfliktów zbrojnych oraz innych nieszczęść, które stały się symbolami walki z wojną, wzywającymi do zaprzestania konfliktów i udzielania innym pomocy. Może świat czeka na podobną fotografię, która skłoni do refleksji nad aborcją? Wierzę, że opowiedziana na zdjęciu historia cierpienia nienarodzonego dziecka mogłaby się stać takim symbolem.

I tak mamy kontakt z przemocą

W przestrzeni publicznej nie ma miejsca na przemoc. Ale w strefie prywatnej i tak po nią sięgamy. Wszelkie formy przemocy są łatwo dostępne i mocno zakorzenione w popkulturze; aby nie mieć z nimi styczności, musielibyśmy znacznie ograniczyć np. repertuar kinowy. Biorąc pod uwagę naszą tolerancję dla przemocy – np. w kontekście sięgania po brutalne gry i filmy – może warto dopuścić ją również dla wąskiej grupy osób, która będzie decydować o życiu i śmierci innych?

Dyskusja na temat „akcji bilbordowej” nie jest łatwa; z jednej strony pojawiają się argumenty przemawiające za szacunkiem dla ludzkiego ciała, potępiające publikowanie drastycznych zdjęć, z drugiej – argumenty przemawiające za ochroną życia.

Nie jestem za „akcją bilbordową”. Uważam jednak, że w tym konkretnym przypadku, jakim jest decydowanie o życiu albo śmierci nienarodzonych dzieci, wykorzystywanie kontrowersyjnych zdjęć jest dopuszczalne; nawet jeśli jest to dla nas szokujące, niewygodne, może nawet okrutne.

Każdego roku na całym świecie 56 milionów dzieci chciałoby prosić o pomoc, ale nie mogą tego zrobić. Jeśli kontakt z rzeczywistością ukazaną na kontrowersyjnych zdjęciach mógłby ocalić chociaż jedno z nich, uważam, że warto.

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu DEON.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s