Góry Tabor są po to, by odważnie iść przez doliny

Fot. Juan Arreguin / unsplash.com / CC0 1.0

Jeśli zrobimy to, czego uczy nas Tabor, przejdziemy każdą ścieżkę i wejdziemy na każdą górę. Na najgorszą z nich – górę hańby i śmierci – na szczęście już nie musimy wchodzić. Jezus zrobił to za nas.

Góry są miejscem wybranym przez Boga. W Starym i Nowym Testamencie ich szczyty były świadkami najważniejszych wydarzeń w historii zbawienia. Na górze Ararat zatrzymała się arka, gdy wody potopu zaczęły opadać; na szczycie Synaj Jahwe przekazał Izraelowi swoje przykazania; wzgórza Moria były świadkami ofiary Abrahama; w kazaniu „na górze” Jezus dał nam osiem błogosławieństw; na Górze Oliwnej Syn Boży modlił się przed męką, a na Kalwarii zostały odkupione nasze grzechy. Na każdym z tych szczytów wydarzyło się coś, co miało wielkie znaczenie dla relacji między Bogiem, a człowiekiem.

Przemienienie Pańskie, jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu Jezusa i cud, który stał się w obecności trzech apostołów również wydarzył się na górze – osamotnionym wzniesieniu w Galilei, noszącym nazwę Tabor.

Tabor – po hebrajsku Har Tawor (הר תבור) i arabsku Dżabal at-Tur (جبل الطور) – oznacza „wysoki szczyt”; wznosi się on na prawie sześćset metrów i majestatycznie góruje nad równiną. Właśnie takie góry wybiera Bóg – odosobnione i trudno dostępne, wymagające pozostawienia świata za sobą i wejścia w mistyczną przestrzeń Bożej obecności.

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego, Jana, zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło (Mt 17, 1-2).

Jezus i apostołowie wchodzili na Tabor powoli. Piotr, Jakub i Jan pewnie zastanawiali się, jaki sens ma ich wędrówka. Musieli się nieźle zdziwić, gdy szczyt okryła mgła, a Jezus ukazał się im w jaśniejącej postaci. Zrozumieli wtedy, że doliny, chociaż wygodne i bezpieczne, nie zawsze dają sposobność, by spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy. Ich zdumienie szybko przerodziło się w zachwyt, a pokój jakiego doświadczyli sprawił, że chcieli zostać tam na dłużej.

Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza (Mt 17, 4).

Każdy z nas ma swoje „góry Tabor”. Dla jednych będą nimi modlitwa i doświadczenie Bożej obecności, dla innych – czas spędzony z ukochaną osobą albo rodziną. Na pewno znajdą się tacy, którzy najwspanialsze chwile życia łączą z realizowaniem swoich pasji. Jedno jest pewne – gdy robimy to, co kochamy, czujemy zachwyt i spełnienie.

Na pewno każdy z nas doświadczył w życiu chwil pełnych wewnętrznej radości i poczucia, że jesteśmy we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Podobnie jest, gdy wędrujemy po górach; pod błękitnym niebem, w ciszy i promieniach zachodzącego słońca po prostu nie da się zignorować Bożej obecności. Chciałoby się, żeby takie chwile trwały wiecznie.

Ks. Roman Rogowski w „Mistyce gór” pisze, że są one „ikoną Boga i sakramentem Najwyższego”. Właśnie dlatego ludzie od zarania dziejów szukają Stwórcy w górach. Klasztory, pustelnie, miejsca w których rozwijała się duchowość nie powstawały na nizinach ale na górskich szczytach, zawieszone między niebem i ziemią, daleko od zgiełku miast i ludzkich spraw.

Piotr, Jakub i Jan chcieli doświadczyć Bożej chwały, więc Bóg zabrał ich w góry. Pokazał im, że właśnie w ciszy i w odosobnieniu górskich szczytów powinni szukać Jego oblicza.

Wydarzenie z góry Tabor ukazuje jednak jeszcze jedną, ważną prawdę – doświadczenie Bożej chwały nie jest po to, by zachowywać je dla siebie, ale by schodzić z nim w doliny i dawać je innym ludziom, pogrążonym w mroku i rozpaczy. Piotr wcale nie chciał wracać. Najchętniej zostałby z przemienionym Jezusem i nie zaprzątał sobie głowy pozostawionymi na dole sprawami. Nie o to jednak chodziło Bogu.

Góra Tabor była jednym z ostatnich przystanków Jezusa przed Jerozolimą. Po chwale, jakiej doświadczyli apostołowie w Jego obecności, miało nadejść coś zupełnie innego. Przemienienie Pańskie było po to, by umocnić uczniów przed uniżeniem i upokorzeniem, jakiego miał doświadczyć ich Mistrz. Chociaż Jezus przemienił się w towarzystwie trzech apostołów, tylko Jan był z Nim na Kalwarii – ostatniej górze, na którą musiał wejść.

Góry od zawsze towarzyszą człowiekowi. Nic dziwnego, że Bóg postanowił właśnie na ich szczytach pisać historię zbawienia. Podobnie jak różne są wydarzenia, których doświadczamy, tak różne są góry. Jedne z nich związane są z chwałą, inne z próbą, jeszcze inne z nadzieją; cała Biblia jest pełna spotkań Boga z człowiekiem, które dokonały się na górskich szczytach.

Tabor uczy nas, by zabierać doświadczenie Bożej chwały w doliny, tam gdzie jest mrok i gaśnie nadzieja. Jeśli to zrobimy, przejdziemy każdą ścieżkę i wejdziemy na każdą górę. Na najgorszą z nich – górę hańby i śmierci – na szczęście już nie musimy wchodzić. Jezus zrobił to za nas.

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu DEON.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s